Michał SYSKA
„Czytać Lipskiego, budować lewicę”
„Był człowiekiem dobrym
i odważnym. Mądrym i szlachetnym. Nadawał sens cudzym życiorysom, pobudzał do
przyzwoitości, prowokował do czynienia dobra. Jego prawość i dobroć były
zaraźliwe. Był sumieniem polskiej inteligencji i opozycji demokratycznej.” – tak
Adam Michnik wspomina w „Wyznaniach nawróconego dysydenta” Jana Józefa
Lipskiego, którego 80-ta rocznica urodzin minęła 25 maja. Gdyby dożył tego
jubileuszu z pewnością zostałby umieszczony przez budowniczych IV RP na wysokim
miejscu wśród „łże–elity”. Wszak przedstawiciel liberalno–lewicowego skrzydła
ruchu dysydenckiego w PRL, agnostyk, mason, a przede wszystkim rzecznik
tolerancji, otwartości i akceptacji dla kulturowej różnorodności nie stanąłby w
pierwszym szeregu bojowników „rewolucji moralnej”, wręcz przeciwnie – byłby
jednym z jej największych krytyków. A na pewno najniebezpieczniejszym. Jan Józef
Lipski zapisał w swym życiorysie wiele heroicznych kart: był harcerzem „Szarych
Szeregów”, żołnierzem AK podczas Powstania Warszawskiego, działaczem opozycyjnym
przez cały okres trwania PRL (Klub Krzywego Koła, KOR, „Solidarność”). Trudno
byłoby go dyskredytować mianem kontynuatora „tradycji KPP” (jak ma to w zwyczaju
czynić Jarosław Kaczyński), czy bezkarnie określać jako „trockistę” (ulubione
określenie rodziny Giertychów używane wobec działaczy Komitetu Obrony
Robotników).
Lipski piętnował wszelkie przejawy nacjonalizmu i antysemityzmu. Badał dzieje
polskiej skrajnej prawicy. Wskazywał na związki ideowe i mentalne między PZPR a
przedwojennym ONR-em. Był obiektem ataków ze strony tzw. prawdziwych Polaków -
zarówno z szeregów ówczesnej władzy, jak i środowisk opozycyjnych. W 1981 roku
napisał słynny esej pt. „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy – rzecz o megalomanii
narodowej i ksenofobii Polaków”. Dziś tekst ten nabiera szczególnej aktualności.
Gdy w instytucjach władzy państwowej zasiedli spadkobiercy tradycji
endecko–oenerowskiej, a promowanie bogoojczyźnianej wersji polskiej historii
należy do priorytetów rządu słowa Lipskiego sprzed ćwierćwiecza mają szczególną
moc. „Sądzę, że szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do
wszystkiego co obce, egoizm narodowy – nie dadzą się pogodzić z nakazem
chrześcijańskim miłości bliźniego.” – słowa te mógłby Lipski zadedykować dziś
wszystkim wielbicielom pewnego duchownego – magnata medialnego z Torunia.
Zapewne ostrzegłby nas przed projektantami tzw. polityki historycznej z
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego: „Strzeżemy się i podejrzliwie
patrzymy na każdą nową ofensywę >>patriotyzmu<< - jeśli jest bezkrytycznym
powielaniem ulubionych sloganów megalomanii narodowej. Za frazeologią i
rekwizytornią miłą przeważnie Polakowi – czają się przeważnie cyniczni
socjotechnicy, którzy patrzą czy ryba bierze na ułańskie czako, na husarskie
skrzydło, na powstańczą panterkę”. Dodałby, że: „>>miłość do wszystkiego, co
polskie<< - to częsta formuła narodowej, >>patriotycznej<< głupoty. Bo
>>polski<< był przecież i ONR, i pogromy we Lwowie, Przytyku i Kielcach, i getto
ławkowe, i Bereza, i obóz w Jabłonnie w 1920 r. – by poprzestać na dwudziestu
zaledwie latach naszej historii. Patriotyzm – to nie tylko szacunek i miłość do
tradycji, lecz również nieubłagana selekcja elementów tej tradycji, obowiązek
intelektualnej pracy w tym zakresie. Wina za fałszywą ocenę przeszłości, za
utrwalanie fałszywych moralnie mitów narodowych, za służące megalomanii
narodowej przemilczanie ciemnych plam własnej historii – jest zapewne mniejsza z
moralnego punktu widzenia niż praktykowanie zła wobec bliźnich, lecz przecież
jest przesłanką aktualnego zła i drogą do przyszłego.”
W 1987 roku Jan Józef Lipski brał udział w reaktywowaniu Polskiej Partii
Socjalistycznej. Został jej pierwszym przewodniczącym. Jednakże próba utworzenia
formacji lewicowej wywodzącej się z antytotalitarnej opozycji nie powiodła się.
Większość działaczy opozycji demokratycznej kojarzonych z jej lewym skrzydłem
(m.in. Adam Michnik i Jacek Kuroń) nie przyjęła zaproszenia do współtworzenia
PPS. Oni byli już zaangażowani w budowę nowej, kapitalistycznej Polski, a
utworzenie partii lewicowej traktowali jako przeszkodę na drodze „koniecznych
reform”, które zaprojektował nowy idol dawnych przywódców robotniczej
„Solidarności” – Leszek Balcerowicz. Niesprawiedliwy model transformacji
spowodował brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji wśród sporej części
polskiego społeczeństwa i wykreował lęki i frustracje, na których zbija dziś
kapitał polityczny rządząca prawica
Dlatego dla ludzi, którzy źle czują się w dusznej atmosferze IV RP, odrzucają
zarówno bogoojczyźnianą mitologię, jak i rzekomo bezalternatywny neoliberalizm,
postać Jana Józefa Lipskiego i jego testament ideowy powinny stać się
drogowskazem w budowie wizji nowoczesnej, otwartej i sprawiedliwej Polski.